Przejdź do treści

Wyszukiwarka

Szukaj

Kujawskie tradycje wielkanocne

A pomniejsz czcionkę A standardowy rozmiar A powiększ czcionkę

Rozpoczynają się najstarsze i najważniejsze święta chrześcijańskie. Usytuowane na początku wiosny, pokrywają się bardzo ściśle z treścią dawnych wierzeń, również na Kujawach, związanych z odnawianiem życia w naturze i cyklicznością przyrody. Tak jak Chrystus umarł i zmartwychwstał, tak natura wiosną budzi się do życia.

 

Z Katarzyną Kasiborską – historykiem z Muzeum im. Jana Kasprowicza w Inowrocławiu rozmawiał Artur Kisielewicz.

Dziś Wielki Piątek, jutro Wielka Sobota, a potem Święta Wielkanocne. Cofnijmy się jednak jeszcze do Niedzieli Palmowej, która otworzyła Wielki Tydzień. W kościołach święcone były palmy na pamiątkę wjazdu Jezusa do Jerozolimy. Tak też czynili na Kujawach nasi przodkowie?

Niedziela Palmowa, zwana też Niedzielą Kwietną lub Wierzbną, nawiązuje rzeczywiście do powitania palmami Jezusa wjeżdżającego do Jerozolimy. W naszym klimacie prawdziwe palmy nie rosną, więc nasi przodkowie sami je robili. Te kujawskie palmy były jednak bardzo skromne. Długie, kilkunastometrowe palmy ustrojone kwiatami, które oglądamy nieraz w telewizji, nie mają nic wspólnego z tradycją kujawską. Palmę wielkanocną na naszych terenach stanowiły po prostu wierzbowe gałązki. Dodawano do nich coś zielonego, np. bukszpan i przewiązywano kolorową wstążeczką. Czasami dokładano do tego kwiatek wykonany z papieru. Święcono takie palmy w niedzielę w kościele, a potem wykorzystywano   w celach … medycznych. Poświęcone bazie można było połknąć i taki lek chronił podobno przed chorobami gardła. Gospodarze po wyjściu z kościoła zatykali też palmy na polach, żeby rodziły dobre plony. Gospodynie wtykały natomiast palmy za święte obrazy.

Po Niedzieli Palmowej rozpoczynał się Wielki Tydzień. Co oznaczał dla naszych przodków?

Tak jak i teraz, przygotowywano się w tym okresie już mocno do świąt – sprzątano i gotowano potrawy. Od Wielkiego Czwartku w kościele rozpoczyna się Triduum Paschalne. W tradycji kujawskiej właśnie w czwartek „wybijano żur”. Żur był podstawową potrawą spożywaną w czasie Wielkiego Postu i przed Wielkanocą wszyscy byli nim już znudzeni. Młodzież rozbijała gliniane garnki wypełnione popiołem o drzwi domów, jednocześnie hałasując drewnianymi kołatkami. Tłuczenie garnków o drzwi lub schody sąsiada określano właśnie „wybijaniem żuru”, w rzeczywistości rozbijano naczynia z popiołem lub nieczystościami. Wybierano domy, w których były panny na wydaniu, co wróżyło im zamążpójście w danym roku. Malowano też farbą okna domów.

Żur na samą Wielkanoc nie był więc dawniej mile widziany, a teraz jest raczej odwrotnie – wszyscy go robią na święta.

Teraz jest potrawą całoroczną, a na świątecznym stole niemal niezbędną.

Czy są jakieś tradycje związane z Wielkim Piątkiem?

Kujawianie tego dnia szli obmyć się w rzece. Trzykrotne obmycie się w rzece miało zapobiegać chorobom, głównie chorobom skóry. W piątek dziewczęta i gospodynie robiły kraszanki. Na Kujawach nie było bowiem pisanek, tylko kraszanki, czyli jaja malowane na jeden kolor. Gotowane w cebuli robiły się żółte lub brązowe, a pędy trawy barwiły jaja na zielono.

W Wielką Sobotę przygotowywano „święconkę”?

Pieczono chleb jako symbol Chrystusa, a „święconkę” uzupełniały: kiełbasa jako symbol witalności, chrzan symbolizujący krzepę, sól odczyniająca złe moce, no i jajko jako symbol odradzającego się na wiosnę życia. Potrawy były święcone w sobotę. Zwyczaj ten nawiązywał też do pogańskich obrzędów święcenia ognia i wody. Kujawianki kiedyś po przygotowaniu takich posiłków wygaszały żar, żeby zapalić go na nowo od poświęconego w kościele ognia. Oczyszczeniu służył też wspomniany zwyczaj obmywania się wodą w piątkowy poranek i święcenie pokarmów wodą. Kiedyś jednak to raczej ksiądz przychodził   do dworu lub domu gospodarza i święcił przyniesione przez okoliczną ludność pokarmy.

Mówiąc o wielkanocnych, kujawskich obyczajach musimy oczywiście wspomnieć o „przywołówkach”.

Zwyczaj ten zachował się już tylko w Szymborzu – obecnej dzielnicy Inowrocławia. „Przywołówki” już od kilku lat są na ministerialnej liście niematerialnego dziedzictwa Polski. Odbywały się nieprzerwanie od 1832 roku, ale niestety z powodu pandemii nie odbyły się w zeszłym roku i pewnie nie odbędą również w tym. Najogólniej rzecz biorąc, chodzi o przywoływanie panien w niedzielę wielkanocną. Przy okazji wykrzykiwane są ich wady i przywary. Od tego czy pannę ktoś wykupił zależało czy następnego dnia – w poniedziałek wielkanocny zostanie mocno skropiona wodą. Najważniejsze jednak, żeby panna została w ogóle przywołana, bo inaczej mogła się czuć wykluczona.

Dobrze, że chroni „przywołówki” obecność na wspomnianej liście niematerialnego dziedzictwa Polski, bo niektóre środowiska swego czasu zarzucały kawalerom z Szymborza seksizm i uprzedmiotawianie kobiet.

Były takie głosy, ale to jednak doszukiwanie się złej woli na siłę. Nawet zachowane wierszyki z końca XIX   i początku XX wieku nikogo nie obrażały, a przynajmniej nie były tak odbierane przez adresatki. Od zawsze była to forma żartu, ironii, zabawy. Dlatego warto je kultywować w kolejnych latach, bo stanowią stary i unikalny zwyczaj, niespotykany już nigdzie indziej.

Artykuł ukazał się w Tygodniku Informacyjnym Powiatu, Miast i Gmin 2 kwietnia 2021 r.

W ramach naszej witryny stosujemy pliki cookies w celu świadczenia Państwu usług na najwyższym poziomie, w tym w sposób dostosowany do indywidualnych potrzeb. Korzystanie z witryny bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza, że będą one zamieszczane w Państwa urządzeniu końcowym. Możecie Państwo dokonać w każdym czasie zmiany ustawień dotyczących cookies. Więcej szczegółów w naszej Polityce Cookies.

Zamknij